Ochrona prawna pracowników ochrony zdrowia, mniej spraw sądowych i bardzo realistyczne podejście do takich spraw to jeden z najważniejszych czynników zwiększających efektywność pracy lekarza w Holandii, obniżający koszty i skutkujący mniejszym wypaleniem zawodowym i mniejszym stresem. Holenderski system świadomie rozdziela „uczenie się na błędach" od „karania za błędy".
W Polsce lekarz może ponieść odpowiedzialność na trzech oddzielnych drogach jednocześnie: zawodową (przed sądem lekarskim/izbą lekarską), cywilną (odszkodowanie i zadośćuczynienie) oraz karną. To potrójna ścieżka odpowiedzialności jest często wskazywana jako źródło tzw. medycyny defensywnej w Polsce — czyli sytuacji, w której lekarze podejmują decyzje kliniczne bardziej z myślą o ochronie przed pozwem niż czysto medycznie. Czysto teoretycznie w Holandii te trzy ścieżki istnieją, ale różnica w praktyce jest ogromna.
W Holandii odpowiedzialność karna lekarza za zwykły błąd medyczny jest czymś naprawdę wyjątkowym, zarezerwowanym praktycznie tylko dla przypadków rażącego, umyślnego działania — nie dla nieumyślnych błędów czy powikłań.
Od zgłoszenia wewnętrznego do sprawy karnej
Jest kilka "poziomów", które istnieją jeszcze zanim dojdzie do postępowania dyscyplinarnego czy karnego:
- Zgłoszenia wewnętrzne -większość „błędów" medycznych (a w zasadzie nie błędów, tylko incydentów) w ogóle nie opuszcza wewnętrznych struktur placówki. Incydenty są omawiane w ramach kultury „bezpiecznego zgłaszania", na zebraniach typu M&M (mortality & morbidity) czy w ramach interwizji — i kończą się na poziomie wewnętrznej nauki i poprawy protokołów, bez żadnego formalnego postępowania na zewnątrz.
- Zgłoszenie katastrofalne - jeśli błąd skutkował śmiercią (lub zagrożeniem życia) pacjenta lub poważną, trwałą szkodą, placówka musi zgłosić to do inspekcji ds. zdrowia i przeprowadzić dochodzenie. To jednak również nakierowane jest na naukę systemową, nie na ustalanie indywidualnej winy. Samo zgłoszenie nie jest też postępowaniem dyscyplinarnym.
W praktyce te dwa pierwsze etapy zdarzają się relatywnie często, ale do faktycznego postępowania dyscyplinarnego dochodzi w niewielkim odsetku wszystkich incydentów i zaczyna się dopiero wtedy, gdy pacjent lub jego bliscy/przedstawiciel wniesie skargę lub zrobi to inspekcja ds. zdrowia działająca z własnej inicjatywy (zwykle w najpoważniejszych przypadkach, gdy interes publiczny przemawia za interwencją nawet bez skargi ze strony pacjenta). Sam raport z dochodzenia nie oznacza automatycznie, że dojdzie do postępowania dyscyplinarnego — to dzieje się rzadko.
Co ważne dla kultury „bezpiecznego zgłaszania" — orzecznictwo wprost zastrzega, że ocena indywidualnej winy w postępowaniu dyscyplinarnym nie może opierać się głównie na takich raportach, co ma chronić pracowników zgłaszających incydenty przed „karaniem za szczerość".
Jeśli personel medyczny wie, że szczery opis tego, co poszło nie tak (łącznie z własnymi błędami czy wątpliwościami), może posłużyć bezpośrednio jako amunicja w sprawie przeciwko niemu — to naturalnie zacznie pisać takie raporty bardziej defensywnie, ogólnikowo, „pod prawnika", zamiast szczerze. A to właśnie niszczy sens całego mechanizmu, bo dochodzenie ma służyć poprawie systemowej, a nie tworzeniu dokumentu obronnego „do sądu". Dlatego też pacjent/rodzina może złożyć skargę do sądu dyscyplinarnego na podstawie tego, co zostało mu wyjaśnione, ale nie ma dostępu do pełnego raportu.
Kolejna różnica jest taka, że lekarze — czy to na kontraktach, czy pracujący trochę na zasadzie polskiego kontraktu/B2B — są objęci zbiorowym ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej wykupionym przez szpital lub ich własną organizację, więc roszczenie i tak trafia do ubezpieczyciela, a nie do prywatnego majątku lekarza.
Skargi i postępowania
Jeżeli chodzi o skargi pacjentów, zanim jeszcze formalnie zacznie się postępowanie wyjaśniające, można ocenić, że skarga „nie jest wiarygodna" i odmówić wszczęcia takiego postępowania — czyli odsiewa się bezzasadną skargę już na starcie. Taki system filtracji istnieje też w Polsce, ale realna różnica proceduralna w typowym przebiegu postępowania wyjaśniającego polega na tym, że rzecznik uzyskuje wyjaśnienia od lekarza jako standardowy element samego postępowania, nawet jeśli ostatecznie kończy się ono umorzeniem. W Holandii natomiast, uznając skargę za bezzasadną, można to zrobić bez zadawania pytań którejkolwiek ze stron. Polski standardowy proces częściej włącza lekarza już na etapie wyjaśniania, podczas gdy holenderski formalnie pozwala pominąć ten krok dla spraw naprawdę oczywistych. To ogranicza stres i zwykle lekarz nawet nie wie, że w ogóle doszło do skargi.
| Polska | Holandia | |
|---|---|---|
| Skargi rocznie | ok. 2 800–4 000 (2020–2023; śr. 3 200) | 1 102–1 262 (2024–2025) |
| Liczba lekarzy | ok. 166 500 (z prawem wykonywania zawodu) | ok. 79 300 (BIG-register) |
| % lekarzy ze skargą/rok | ok. 2% | ok. 0,9–1,4% (licząc tylko skargi na lekarzy: 655–712) |
| % skarg „skutecznych" | ok. 10% kończy się wnioskiem o ukaranie (to jeszcze nie wyrok!) | ok. 13–15% uznanych za (częściowo) zasadne |
Co to oznacza w praktyce?
Różnica nie polega na tym, że w Holandii „nic się nie da zrobić" wobec lekarza, który popełnił błąd — tylko na tym, że ryzyko osobistej odpowiedzialności cywilnej lub karnej za nieumyślny błąd medyczny jest w praktyce dużo niższe niż w Polsce, a dochodzenie jest obiektywne i bazujące na przekonaniu, że błędy medyczne są nieodłącznym elementem praktykowania medycyny i nie powinny być karalne. System działa w sposób, który nie jest aż tak stresujący proceduralnie. A w praktyce poczucie odpowiedzialności pracowników ochrony zdrowia w Holandii jest tak samo wysokie jak w Polsce. Nie ma statystyk o liczbie „błędów medycznych", które można by sprawiedliwie porównać między oboma krajami, ponieważ metodologia badań jest zupełnie inna, ale w Holandii dochodzi do efektywnego zapobiegania potencjalnym incydentom poprzez poprawę procedur i działania systemu.
W Holandii literatura prawnicza wprost opisuje odpowiedzialność karną za błąd medyczny jako coś wyjątkowego i zarezerwowanego dla rażącego niedbalstwa albo działania umyślnego. To nie jest realistyczne ryzyko w typowej, nawet poważnej pomyłce klinicznej.
Źródła oficjalne
- Tuchtcollege voor de Gezondheidszorg. (2026, March 31). Toename klachten regionale tuchtcolleges — Jaarverslag 2025.
- Koninklijke Nederlandsche Maatschappij tot bevordering der Geneeskunst (KNMG). (2024). Maar straks krijg ik een tuchtklacht. Zou het?
- Prokuratura Krajowa. (2017). Prokuratura kieruje więcej aktów oskarżenia przeciw lekarzom, którzy dopuścili się błędów.
- Openbaar Ministerie (OM). (n.d.). Medische zaken.
Artykuły naukowe
- Legemaate, J. (n.d.). De strafrechtelijke vervolging van medische zaken. Nederlands Tijdschrift voor Geneeskunde.
Artykuły dziennikarskie
- Medisch Contact. (2025). Aantal tuchtklachten voor tweede jaar op rij gestegen.
- Klinikabezryzyka.pl. (2025). Odpowiedzialność karna lekarza. Kiedy błąd medyczny staje się przestępstwem?
- Rynek Zdrowia. (2022). „No-fault w pewnych przypadkach byłoby demoralizujące". Rocznie do sądów trafia mniej niż 200 spraw.
- Pomyłkalekarza.pl. (2026). Odpowiedzialność zawodowa lekarzy w liczbach.